27.01.2017

Wielkość ma znaczenie

Dzisiaj kilka słów o tym jak duża może być tykwa.


Każda odmiana rządzi się swoimi prawami, dlatego chciałabym chociaż trochę przybliżyć ten temat.
Wielkości tykw mogą być przeróżne, od maluszka po giganta! Dziś pominę najmniejsze odmiany i zajmę się tymi z których powstają moje lampy. Ciężko wyobrazić sobie daną tykwę mając tylko jej wymiary, dlatego myślę, że najlepiej będzie ją porównać do piłki nożnej. Dla ułatwienia zdjęcia są opatrzone w okrąg o wielkości właśnie takiej piłki.

 Na zdjęciu powyżej trzy różnej wielkości tykwy, od lewej: duża, standardowa i mała. Odmiany tykw z krótką górną częścią, ale za to bardzo "pękatym" dołem (nazywam to kształtem kropli). Pięknie wyglądają zarówno jako lampy wiszące jak i stojące.

 Tykwy o kształcie "bałwanków" są bardzo urokliwe. Standardowo dół takiej tykwy jest troszeczkę mniejszy od piłki nożnej, ale zdarzają się wyjątki. Nie są bardzo wysokie, ale nie są również niziutkie, mają ok 30 cm wysokości. Idealnie sprawdzają się jako lampy wiszące (raczej nie wykonuje z nich lamp stojących).

 Tykwy "wydłużone" osiągają różne wysokości. Rekord na mojej działce to ponad 100 cm długości. Największy okaz ze zdjęcia powyżej ma ok 60 cm wysokości! (dla porównania rysunek butelki wina 0,75l). Tykwy te nie są jednak tak "pękate" jak inne odmiany. Idealnie sprawdzają się jako niżej zawieszone lampy oraz jako wyższe lampy stojące (po odcięciu górnej części).

 Tykwy Kobry - czyli moja pięta Achillesowa. Rosną proste lub wygięte (jak im się zachce). U mnie bardzo kapryszą, zarówno w uprawie jak i suszeniu, z tego powodu nie posiadam ich za wiele. Standardowo dół tej odmiany jest porównywalny do piłki nożnej (druga tykwa). Z lewej strony na zdjęciu prawdziwy gigant: 80 cm wysokości i ogromny "pękaty" dół.  Przy "dobrych wiatrach" można więc wyhodować prawdziwe cuda. Proste Kobry pięknie wyglądają jako lampy wiszące, wygięte zaś jako kinkiety lub lampy stojące (przy dodatkowej konstrukcji).

 W zestawieniu tym nie może zabraknąć tykwy Cannon Ball o wyjątkowym kształcie kuli. Wydawać by się mogło, że będzie to spora odmiana. Jednak tak nie jest. U mnie tykwy te osiągają maksymalnie rozmiar piłki ręcznej (czerwony okrąg na zdjęciu). Są dobre na lampy o kilku abażurach, szczególnie, że mają zbliżony do siebie kształt.

 Na koniec prawdziwy rarytas - pierwsza tykwa od lewej:) Takie cudowności się czasem trafiają. Odmiana bliżej mi nie znana, prawdopodobnie coś się pokrzyżowało. Ale jak dobrze! Obwód dobija prawie do setki! Na dodatek pojawiło się kilka sztuk tego cuda i wszystkie spore. Tykwy o takim rozmiarze to prawdziwe wyjątki w naszym klimacie! Zasługują zatem na wyjątkowe traktowanie, więc zawsze czekają na oryginalne projekty.

Tak oto kształtują się rozmiary wyhodowanych przeze mnie tykw, z których wykonuję lampy. Jest oczywiście jeszcze cała masa mniejszych "tykwiątek", które przydają się do innych projektów.


10 komentarzy:

  1. Ciekawy wpis.
    U mnie Kobry dobrze rosną (jak mają wodę)i nieźle schną.
    Mam jeszcze butelkową, która schnie szybciej.
    Czy będziesz miała nasiona na sprzedaż?
    Po0zdrawiam i polecam Pinterest

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nasionami zawsze odsyłam na początek sezonu, kiedy to porządkuje świeże z ostatniej uprawy (koniec marca). Pinterest oczywiście znam i zaglądam:-)

      Usuń
  2. Dawno tu nie zaglądałam, a szkoda, bo wciąż mnie zachwycasz swoją pracą i wiedzą w temacie tykw. Przez kilka kolejnych lat sadziłam tykwy pod płotem, który pięknie pokrywał się gąszczem uprawy, jednak suszenie to już tragedia, wymaga miejsca, czasu i cierpliwości. Teraz uratowany pies, skutecznie niszczy mi wszystko co posadzę, nie pomaga nawet osłanianie, czy zastawianie czymkolwiek, przestałam się bawić, zwłaszcza, że do dziś wyhodowane i wysuszone wcześniej okazy, czekają na swoje 5 minut. Póki co cierpliwości w czyszczeniu starczyło mi zaledwie na szopkę, pewnie z powodu braku sprzętu szybko się zniechęciłam.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z suszeniem jest trochę zabawy, ale jest również druga metoda o której pisałam rok temu - po prostu zostawiamy je na zewnątrz i same schną, skórka gnije, a na wiosnę wystarczy je umyć. Co do pieska to uwielbiam zwierzątka, ale niestety czasami dają się we znaki:P A Twoje okazy na pewno się doczekają obróbki, są pomysły które nie wymagają sprzętu;) Wytrwałości życzę i trzymam kciuki za jakieś tykwowe dzieło:)

      Usuń
    2. Niestety, te zostawione na zewnątrz mi zimą przemarzły i to takie fajne wielkie sztuki, mało się nie poryczałam :(

      Usuń
    3. W takim razie nie wyschłyby również w domu... Na zewnątrz wolniej schną i nic im się nie dzieje. Niedojrzałych niestety nie uda się wysuszyć żadną metodą. Z dużymi tykwami trzeba bardzo ostrożnie postępować, ponieważ mają dużo wody. Takie tykwy zawsze po zbiorach pozostają u mnie w skórce jeszcze nawet przez 2 -3 miesiące.

      Usuń
  3. Jakoś tykwy nie chcą u mnie rosnąć :( Jak całkiem ładne sadzonki miałam to sarny stwierdziły że przegryzą sobie tykwę. I tak 15 szt potraktowały. A jak już się uchowają to nie chcą owocować i taki to mój los z tykwami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na drugiej działce również mam problem z "podgryzaczami". Tykwy zawierają dużo wody, więc są idealną przekąską w upalne dni. W tym roku z kolei miałam atak mszyc! Aż czarno było, ale na szczęście nie wyrządziły szkód. Zawsze coś się przytrafia, ale wytrwałość popłaca pięknymi tykwami:) Może w tym sezonie Ci się uda? Powodzenia!

      Usuń
  4. Świetny opis. Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, starałam się:) Pozdr.

      Usuń